W networkingu jak w seksie …

W networkingu jak w seksie …

Autor: - 14 maja 2013 - Blog

W networkingu jak w seksie …

… gra wstępna jest najważniejsza (przynajmniej tak uważają kobiety).

A tak serio …
Zauważam u dużej części ludzi bardzo istotny błąd w podejściu do networkingu. Mianowicie, nie wiedzą, kiedy konsumować relację. A że każdy kij ma dwa końce, tak i tutaj, są ludzie, którzy „rwą się do całowania” (delikatnie mówiąc) już na pierwszej randce oraz tacy, którzy tak się lubują w grze wstępnej i jednocześnie tak bardzo boją kolejnego kroku, że jak grą wstępną zaczynają, tak i nią kończą.
Obie te postawy są błędne.

Ludzie, którzy „rwą się do całowania” za szybko strzelają sobie w stopę. Mało kto lubi, kiedy się mu sprzedaje, kiedy się do niego wydzwania, mailuje i proponuje spotkania handlowe (jakkolwiek ta sytuacja nie byłaby zawoalowana poprzez piękne nazwy takich spotkań). Żebym chciał od Ciebie kupić, najpierw muszę kupić Ciebie. Daj mi więc czas, daj się polubić. John C. Maxwell powiedział: People don’t care how much you know until they know how much you care. Spraw więc, abym wiedział, że o mnie dbasz.

Osoby, które kończą na “grze wstępnej” również robią poważny błąd. One nigdy nic nie sprzedadzą. Obserwowałem kilkukrotnie jak taki networker „miał pewniaka”, klient niemalże błagał o ofertę, rzeczony networker nadal jednak bał się odmowy, więc nie oferował. Jedyny sposób, żeby nigdy nie usłyszeć „nie”, to nigdy nie pytać. Niestety, nigdy też nie usłyszy się „tak”. Najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić, to zacząć się przełamywać. Co możesz stracić? Jeśli wypracowałeś naprawdę mocną relację, to nawet trzykrotna odmowa jej nie zniszczy. Jeśli nadal obawiasz się, jest jeszcze jeden sposób, tzw. rekomendacja od nie-klienta, która zamienia go w klienta. Ale o tym może następnym razem …

fot. http://www.flickr.com/photos/rberteig/