Sztuka wojny

Autor: - 11 czerwca 2016 - Blog

Sztuka wojny

Wielość zachwytów, pochwał i poleceń, która pojawiała się niemal za każdym razem, gdy w rozmowach o książkach biznesowych padał tytuł Sztuka wojny, spowodowała, że postanowiłem czym prędzej tę pozycję nabyć i uważnie przestudiować. I cóż. Tak przereklamowanej książki dawno nie czytałem. Z pewnością była doskonałym podręcznikiem wojny w starożytnych Chinach, jednakże nie może być uważana za przewodnik psychologii biznesu czasów współczesnych.

Zagadkowa okładka

W odwiedzonej przeze mnie księgarni natrafiłem na wydanie Onepress’u. Jest to jedna z trzech najlepszych moim zdaniem firm wydających książki biznesowe. W dodatku okładka obiecywała prawdziwą ucztę: 175 000 sprzedanych egzemplarzy – Bestseller Onepress. Zdziwiło mnie, że pojawiły się na niej dwa nazwiska: spodziewane Sun Tzu, ale i zaskakujące Sun Pin. Ten drugi jest prawdopodobnie potomkiem pierwszego, żyjącym niecałe dwieście lat po swoim sławnym przodku. Okazał się też autorem działa pt. Metody wojskowe, zawartego w kupionym przeze mnie tomie. Oczywiście trudno mówić o zawarciu obu dzieł w całości. Mają one około 2500 lat i przez to nie dało się odtworzyć dokładnie. Dodatkową zagadką jest, również umieszczona na okładce książki, adnotacja: zawiera dodatkowo 36 forteli oraz metod podstępu i zwodzenia przeciwnika. Okazało się to właściwie trzecim oddzielnym dziełem.

Powolne rozkręcanie się

Pierwsze rozdziały książki były katorgą. Zaraz po zachwycie z obcowania z traktatem sprzed ponad 2500 lat, pojawił się zawód związany z odstawaniem użytego języka od realiów. W zasadzie, żeby zrozumieć tę lekturę w całości, trzeba by studiować historię Chin czasów Sun Tzu. W jego dziele pojawia się wiele określeń, które okazują się – wcale nie jest to takie oczywiste – metaforami. Niebo – będące metaforą władcy, ale i Niebiańska Studnia czy Bruzda, Tao i wiele innych określeń znacząco gmatwają. Niestety komentator nie do wszystkich niezrozumiałych tekstów się odnosi. Tak, komentator. Na szczęście po każdym rozdziale pojawia się komentarz. Dzięki niemu można cokolwiek z tej publikacji wynieść.

Książka jednak zyskuje. Zwłaszcza gdy Sztuka wojny ustępuje Metodom wojskowym. Choć również tutaj tekst bywa trudny, Sun Pin jest moim zdaniem zdolniejszym autorem. Jego dzieło też zachowało się – zdaje się – w większym wymiarze.

Najciekawszą natomiast częścią tomu są 36 fortele. W bardzo przystępny sposób opisane są tu sztuczki wykorzystywane przez dowódców wojskowych. Komentarz natomiast nie ogranicza się do suchej teorii, podaje wprost przykłady historyczne zastosowania opisywanych metod podstępu. Na szczęście komentator nie ogranicza się jedynie do historii starożytnych Chin. Pojawiają się przykłady wojen helleńskich, napoleońskich, ale i polskich (to z pewnością zasługa tłumacza wydania polskiego).

Sztuka wojny w biznesie

Tak, Sztuka wojny w kontekście biznesu jest przereklamowana. O Metodach wojennych czy 36 fortelach wcześniej nie słyszałem, ale dotyczy to również tych traktatów. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście da się co nieco wyciągnąć na potrzeby obecne. Inspiracja, może potwierdzenie zdobytej skądinąd wiedzy, zastanowienie się nad tym, że już 2500 lat temu ktoś wiedział o tym, czego uczymy się obecnie na podyplomowych studiach MBA. Do Księcia Machiavellego jednak Sztuka wojny na pewno się nie umywa. Polecam więc tę lekturę dla samej radości czytania klasyki, bez zbyt wielkich oczekiwań. Jeśli zrezygnujemy z nadziei, że Sztuka wojny zmieni coś w naszym postrzeganiu biznesu, że będzie naszym kamieniem filozoficznym, może okazać się przyjemną pozycją.