Śpiesz się powoli … na LinkedIn

Śpiesz się powoli … na LinkedIn

Autor: - 19 listopada 2018 - Blog

Śpiesz się powoli … na LinkedIn

Festina lente, czyli śpiesz się powoli. Czy może bardziej dosadnie: pośpiech wskazany jest tylko przy biegunce i łapaniu pcheł. Niestety spora część osób śpieszy się również w biznesie. Dziś opiszę dwie historie z ostatniego tygodnia, które doskonale pokazują przeciwstawne postawy.

LinkedIn

Ostatnio jestem dość aktywny na LinkedIn. Piszę artykuły, na bieżąco zapraszam do sieci kontaktów poznawane osoby, przyjmuję zaproszenia nawet od nieznajomych. To ostatnie to u mnie zmiana. Zazwyczaj przyjmowałem zaproszenia tylko od ludzi z którymi się kiedykolwiek spotkałem. Ale doszedłem do wniosku, że przecież można to odwrócić. Każdej więc osobie, która mnie zaprasza, a której nie kojarzę odpisuję mniej więcej tak: „Cześć, dziękuję za zaproszenie do kontaktów. Nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać i powinniśmy to nadrobić, prawda?” Część osób odpisuje. Część nie robi tego i tych nie rozumiem. Po co zapraszali do kontaktów? Spośród odpisujących najzabawniejsi są Ci, którzy odpisują jedynie „ok”. Ale dziś o tych, którzy postanawiają konkretniej odpowiedzieć na moją zachętę do nawiązania relacji.

Relacja czy transakcja

Sporo osób przysyła mi natychmiast swoją ofertę. Sporo jednak – całe szczęście – rzeczywiście czyta wiadomość ode mnie i rozpoczyna od odpowiedzi na pytanie czy się znamy czy nie. Czasami są to osoby, które uczestniczyły jako słuchacze w moich wystąpieniach, więc mam niewielką szansę je kojarzyć (byli wśród kilkuset osób na widowni). Czasami poznaliśmy się dawno temu, więc trudniej mi skojarzyć od razu taką znajomość. Czasami jednak rzeczywiście się nie znamy.

W takich sytuacjach, jeśli taka osoba jest z Warszawy, gdzie mieszkam i prowadzi jakąś firmę (lub pracuje jako sprzedawca lub marketer) zapraszam ją na jakieś spotkanie biznesowe na które sam się wybieram. I tu znów: część odmawia, część mówi, że przyjdzie, ale nie przychodzi, część korzysta i mamy okazję poznać się „w realu”.

Po co się spotykać? Kup Pan cegłę

Ostatnio zdarzyła mi się ciekawa sytuacja. Człowiek który zaprosił mnie do kontaktów, a którego wcześniej nie znałem, odrzucił zaproszenie na spotkanie networkingowe. Wolał spotkać się twarzą w twarz i od razu przejść do biznesu. Niby nic, ale …

Spotkanie po latach

W zeszłym tygodniu miałem też okazję spotkać się na Arenie Biznesu z jednym ze znajomych sprzed dwóch lat. To spotkanie odświeżyło naszą relację i postanowiliśmy pójść za ciosem i umówić się na kawę. Spędziliśmy ze sobą 1,5, może 2 godziny. I przez całą tę rozmowę nie zahaczyliśmy o nasze aktualne biznesy. W związku z tym, że nie często zdarzają się takie sytuacje zapytałem Pawła dlaczego nadał temu spotkaniu taki kierunek. Stwierdził, że najpierw trzeba „sprawdzić chemię”, a potem można rozmawiać o biznesie. I tę tematykę zostawiliśmy na kolejne spotkanie.

Wnioski

Znajomy z LinkedIn, prawdopodobnie już zawsze pozostanie tylko znajomym z LinkedIn. Uznał budowanie relacji za bezsensowne. Od razu dążył do sprzedaży. A, że nikt nie lubi, gdy mu się coś sprzedaje, pewnie będę unikał dania mu okazji do „zaatakowania mnie” z całą swoją ofertą. Drugiego spotkania z Pawłem nie mogę się natomiast doczekać i wiem, że chcę mu przekazać kilka rekomendacji do moich znajomych. Fakt, że nie mówił czym się obecnie zajmuje zaintrygował mnie na tyle, że sam co nieco sprawdziłem i wiem, że nie koniecznie będę dla niego klientem. Ale mogę takich dostarczyć.

Oczywiście wszyscy wiemy o co chodzi w biznesie. Sprzedaż jest bardzo ważna, ale tak jak podczas randkowania, mówienie o niej zbyt wcześnie może ja zniweczyć. Wyobraź sobie randkę, podczas której chłopak mówi do dziewczyny po kilku minutach od podania przez kelnera menu: „teraz coś zjemy, potem zabiorę Cię do kina, a po filmie pojedziemy do mnie, rano zjemy śniadanie”. Cała magia pryska i nie ma szans na „chemię”.