Nie całkiem „Książę”

Nie całkiem „Książę”

Autor: - 28 stycznia 2016 - Blog

Nie całkiem „Książę”

Jakiś czas temu wpadła w moje ręce książka zapowiadająca się doskonale. Na okładce portret Niccolo Machiavellego, jego nazwisko i tytuł „Książę”. Zawiodłem się srodze, gdyż okazało się to jedynie słabą interpretacją klasyka autorstwa Tim’a Phillips’a. Jednakże, kiedy ostatnio przeczytałem w całości „Księcia”, pomyślałem, że wrócę do interpretacji i skonfrontuję ją z własnymi przemyśleniami. Nadal uważam, że Phillips popełnił gniota.

W pierwszej kolejności zastanowić się należy: po co mam czytać tzw. bryk, jeśli jest on objętością zbliżony do oryginału? W porządku, może to jakieś arcydzieło interpretacyjne, ale przecież sam Machiavelli pisał, a Tim Phillips i do tego się odniósł z szacunkiem, że „są trzy rodzaje umysłu: jeden to taki, który pojmuje sam, drugi – który przyjmuje, co pojęli inni, i trzeci – który sam ani nie rozumie, ani nie pojmuje, co mu inni wyłuszczą”. Za kogo więc ma autor interpretacji swoich czytelników, skoro próbuje wyłuszczyć, co już raz przez Machiavellego wyłuszczone zostało?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że się „czepiam”. Jednakowoż „nóż się w kieszeni otwiera” gdy czytam w rozdziale 22 wynurzenia Phillips’a. Twierdzi on, że szef (bo współczesna interpretacja skierowana jest do biznesu) powinien wszystko robić sam (tytuł rozdziału: „Jeśli chcesz, żeby coś było porządnie wykonane, zrób to sam”). Dodaje tam jako potwierdzenie swojej tezy nietrafiony całkowicie przykład nieudanej franszyzy. Wysnuwa te dyrdymały z bardzo mądrego skądinąd poglądu Machiavellego na nieskuteczność i zdradzieckość wojsk najemnych oraz wyższość wojsk własnych. I – jeśli już iść w tę metaforę – wojska własne, narodowe to pracownicy, najemne, to co najwyżej (a i tu można by się kłócić) zewnętrzne firmy podwykonawcze.

Groteski dodaje tu fakt, że nie spisał się polski tłumacz (ani korektor) używając słowa „franszyza” mając na myśli „franczyzę”. Różnica na pierwszy rzut oka banalna, no chyba, że znasz znaczenie obu słów.

Podsumowując, bo nie chcę się zanadto wyżywać, interpretacja „Księcia” nie znajdzie miejsca na mojej książkowej półce.