Moc pozytywnego myślenia Norman’a V. Peale

Moc pozytywnego myślenia Norman’a V. Peale

Autor: - 25 stycznia 2017 - Blog

Moc pozytywnego myślenia Norman’a V. Peale

Trafiłem swego czasu w tzw. taniej książce na świetną okazję nabycia dzieł Dale’a Carnegie pt. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi  oraz drugiego tytułu Jak przestać się martwić i zacząć żyć. Obok nich stała niemal identycznie wyglądająca (rozmiar, sposób wydania i charakter) Moc pozytywnego myślenia autorstwa Norman’a V. Peale. Pierwszą publikację znałem doskonale i uważam za najważniejszą książkę jaką w życiu czytałem, zaufałem więc, że i druga  oraz trzecia będą dobre.

Zawód?

Co do Jak przestać się martwić i zacząć żyć nie myliłem się. Moc pozytywnego myślenia okazała się jednak lekturą o diametralnie innym charakterze. Napisana przez protestanckiego kaznodzieję okazała się w zasadzie zbiorem-opracowaniem kazań. Trudno mi jest cokolwiek o tej książce napisać. Jej charakter sprawia, że jest bardzo chaotyczna. Podział na rozdziały jest w mojej ocenie umowny. Autor przytacza wiele historyjek, relacji osób z którymi rozmawiał, czy o których relacjach słyszał od osób trzecich, które mają udowadniać jego tezy.

Módl się, czytaj Biblię, praktykuj wiarę

Ostatnio pojawiły się w Internecie publikacje dotyczące „najbardziej znanego polskiego coacha”. Autorzy przytaczają wypowiedzi tegoż coacha dotyczące leczenia polipa czy depresji za pomocą siły woli i „mówienia do siebie odpowiednim językiem”. Są to wypowiedzi sprzed wielu lat, kiedy to jeszcze człowiek dziś przedstawiający się jako coach mówił o sobie per trener NLP. Jego twierdzenia są w rzeczonych publikacjach na wszelki możliwe sposoby wyśmiane, szczególnie w środowiskach chrześcijańskich. I ja się temu nie przeciwstawiam. Skojarzyło mi się jednak niestety, że wystarczy w miejsca jego „silnej woli” wstawić słowo „wiara” lub „modlitwa” i mamy książkę Peale’a. Okazuje się, że wg autora wiara, modlitwa i opanowanie treści Biblii (wyuczenie na pamięć) są receptami na wszystkie życiowe sytuacje: choroby, umieranie, relacje międzyludzkie, szczęście, powodzenie w biznesie, poczucie spełnienia, brak energii i chęci do życia.

Po co czytać/ kończyć taką książkę

Po kilkunasty stronicach 325-cio stronicowej książki wiedziałem już, że to nie dla mnie. Czytałem jednak do końca. I nie tylko dlatego, że mój dziadek mawiał często „co zacząłem, skończyć muszę”. Uważam, że trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu we wszystkich kierunkach. Bo jak inaczej dowiemy się czego nie wiemy?