Ludzie nie są ważni …

Ludzie nie są ważni …

Autor: - 22 grudnia 2017 - Blog

Ludzie nie są ważni …

Co jest tak naprawdę ważne w Święta? Rodzina, przyjaciele, domowe ognisko, wspólne przeżywanie… ale zaraz, zaraz. Czy to wszystko ważne jest tylko w czasie Świąt? Oczywiście, że nie. Wiemy, że to elementy ważne przez cały czas. Święta to jednak okres, gdy szczególnie dbamy o nasze najcieplejsze relacje. Jesteśmy ze sobą, robimy coś razem, rozmawiamy, składamy sobie życzenia, wręczamy sobie prezenty. Szkoda, że nie dzieje się tak na co dzień. Czyżby ludzie byli ważni, ale tylko w Święta?

Dlaczego relacje są ważne?

Dlaczego relacje są ważne? Odpowiedź wydaje się prosta. Nikt nie jest samotną wyspą. Nikt z nas nie jest samowystarczalny. Gdy słyszę słowa podobne  do „wszystko zawdzięczam sobie samemu” zastanawiam się jakim cudem ten ktoś sam się urodził, sam przygotowywał sobie pokarm we wczesnym niemowlęctwie, jak zadbał o „dach nad głową” gdy jeszcze nie potrafił chodzić i mówić, itd.

Nasze życia składają się wielu interakcji z innymi ludźmi. Interakcje te mogą być bardziej lub mniej udane, dające nam więcej lub mniej radości i szczęścia. Możemy być lubiani i chciani, tzn. nasi znajomi mogą chcieć z nami przebywać, zabiegać o nasze towarzystwo lub może być całkiem przeciwnie. Możemy być outsiderem, od którego inni stronią. Pomyśl, co warte są chwile triumfu i szczęścia, jeśli nie masz ich z kim dzielić? Jak „wydostać się z doła” – z drugiej strony – bez pomocy przyjaciół?

Oprócz aspektu psychologicznego, związanego z naszą potrzebą przynależności (patrz piramida potrzeb Maslowa) jest jeszcze kilka innych, które sprawiają, że właściwe relacje z ludźmi mogą być dla nas kluczowe. Każdy z nas – mam nadzieję – gdzieś pracuje. No chyba, że jeszcze się uczy. Gdzieś, czyli dla kogoś! Nawet jeśli masz własną firmę, to przecież nie produkujesz nic i nie świadczysz żadnych usług dla siebie samego. Robisz to dla innych osób, klientów.  Jeśli pracujesz w firmie należącej do kogoś innego i masz szefa lub szefową, polecam Ci myśleć o tym tak, że przełożony to Twój klient. Tu również są więc ważne relacje. Od nich zależy, czy będziesz ledwo „przeżywał do pierwszego” czy jeździł na zagraniczne wakacje cztery razy w roku.

Jesteśmy też konsumentami. Kupujemy towary i usługi wytworzone przez kogoś innego. Im mamy lepsze relacje z naszymi dostawcami, tym lepszą jakość życia. I nie myśl tylko górnolotnie o dostawcach w biznesie. Jeśli masz dobre relacje z Panią ze spożywczaka, zawsze dostaniesz świeżą rybę. Jeśli lubi Cię Twoja fryzjerka, zadba o to, żebyś zawsze dobrze wyglądała, itd.

Zarządzanie kontaktami

Wiemy już, że nasze kontakty i relacje są ważne. I co dalej? Zachęcam Cię do zarządzania nimi. Zasadniczo nasze kontakty możemy podzielić na trzy grupy. Pierwsza, to najbliższa rodzina i przyjaciele. I mamy takich kontaktów 5, może 10. Są to osoby, do których możesz zadzwonić w środku nocy i  – niczym w amerykańskim filmie – powiedzieć „siedzę w areszcie, przyjedź wpłacić kaucję”. I oni przyjadą i wpłacą pieniądze. No może nie w Polsce, bo mamy inny system prawny i u nas jest to niemożliwe, ale zrobiliby to gdyby to był amerykański film.

Druga grupa naszych znajomych to jakieś 140 osób z którymi mamy częste kontakty. Może prywatne, może zawodowe. To nie ma większego znaczenia. Ważne jest to, że są nam najbliżsi, zaraz po przyjaciołach. Te dwie grupy zamykają się w magicznej liczbie 150, o której za chwilę.

Nasze pozostałe kontakty, to TYLKO kontakty, zdecydowanie nie relacje. Są to wszyscy ludzie, których mieliśmy okazję w swoim życiu choćby raz spotkać, porozmawiać z nimi. I ta liczba jest nieograniczona. Ja mam obecnie w skrzynce mailowej i segregatorach z wizytówkami jakieś 12 000 takich właśnie kontaktów. One również kiedyś mogą wpłynąć na nasze życie. Kiedyś w przyszłości. 150 najbliższych znajomych wpływa na nasze życia teraz.

Liczba Dunbara

Te 150 najcieplejszych relacji to tzw. Liczba Dunbara (pisałem o tym również tutaj i tutaj). Biolog i antropolog, profesor Robin Dunbar oddał się badaniu kory mózgowej naczelnych i stwierdził na podstawie wyników swoich badań, że jesteśmy w stanie utrzymywać „w ciepłocie” jedynie 150 relacji. Tylko z tyloma osobami mamy kontakt ciepły i stały. Stały oznacza, że na tyle częsty, że relacje te nie stygną. Profesor zauważył także, że historycznie wspólnoty ludzkie, które przekraczały liczebnością 150 osób, rozpadały się. Albo wydalały ze swojego grona ponad liczbowe jednostki, albo dzieliły się na dwie mniejsze wspólnoty, albo nawet rozpoczynały wojny i trwale eliminowały część swoich członków. Współcześnie można tę sytuację zaobserwować na polu biznesu. Firmy, które przekraczają liczbą pracowników 150 osób wprowadzają standardy korporacyjne, albo rozpadają się. Właściciele nie są już bowiem w stanie „ogarnąć” tego co się w firmie dzieje. Standardy korporacyjne to takie dzielenie społeczności na kilka mniejszych. Tworzenie departamentów, działów, zespołów projektowych. W wielkich korporacjach nikt nie zarządza bezpośrednio większą liczbą ludzi niż 150. Przypadek? Nie sądzę.

Tworzenie i zarządzanie relacjami

I co z tego wszystkiego wynika? Teraz kiedy już wiesz, że możesz utrzymać tylko 150 ciepłych relacji, co zrobisz? Gdy ja sobie to uświadomiłem, stałem się „bramkarzem”, czy „selekcjonerem” takim jak w klubie – za moich czasów mówiło się w dyskotece. Zacząłem bardziej dbać o relacje, które były dla mojego życia wartościowe. Zacząłem też dbać, aby do mojego życia nie wchodziły osoby, które mogłyby mnie ściągać w dół, niszczyć samoocenę, zarażać swoją toksycznością.

W związku z tym, że każdy z nas jest inny, mamy inne przekonania. Z tego z kolei wynikają inne metody, których użyjemy w zarządzaniu swoimi kontaktami i relacjami. Pomyślcie o własnych. Ja postanowiłem chodzić na spotkania, na które chadzają ludzie, których chciałbym mieć blisko, od których chciałbym się uczyć.  Jednocześnie postanowiłem odmawiać udziału w spotkaniach, w których bierze udział mój – nazwijmy to – anty-target. Postanowiłem dzwonić do ludzi na których mi zależy bez interesu, tylko po to, żeby się usłyszeć, powiedzieć sobie kilka miłych słów. Postanowiłem robić wszystko, aby poznawać zainteresowania moich 150 najbliższych relacji. Postanowiłem interesować się ich życiem. Postanowiłem nigdy nie odmawiać pomocy tym osobom, jeśli tylko będę w stanie im pomóc. I co chyba najważniejsze, postanowiłem głośno i wyraźnie komunikować moje wartości, aby ludzie o podobnych sami do mnie podchodzili, a ludzie o przeciwnych mnie omijali.

VCP

Chcę się teraz podzielić z Tobą pewnym odkryciem związanym z nawiązywaniem z ludźmi ciepłych relacji. Jest to coś, co można by nazwać algorytmem tworzenia dobrych relacji z ludźmi. Nazywa się VCP (więcej przeczytasz tutaj i tutaj). Jest to oczywiście akronim, od jakżeby inaczej, amerykańskich słów. Czasami mam wrażenie, że wszystko co dobre, odkryli Amerykanie. Dobry mają PR, który zresztą też wymyślili.

V oznacza Visibility, czyli widoczność. Chodzi oczywiście o szerokie rozumienie tego pojęcia. Najpierw człowieka widzimy, słyszymy, również czujemy. Wykorzystujemy swoje zmysły i wypracowujemy sobie o nim zdanie na podstawie tegoż pierwszego wrażenia. Ktoś może więc wyglądać dobrze, bo jest właściwie ubrany, uczesany, ma czystą twarz, ręce itd. Ktoś może robić wrażenie złe, bo jego ubranie jest niewłaściwie dobrane do okazji lub po prostu jest podarte, czy poplamione. Może być nieuczesany, czy mieć przetłuszczone włosy. Może mieć umorusaną twarz, czy brud za zbyt długimi paznokciami. Wszystko to widzimy od razu. Również słyszymy jak mówi. Czy głośno, z pewnością siebie, czy zbyt cicho z bojaźnią. Czy używa pięknego języka, czy co drugie słowo przeklina. Czy mówi płynnie, czy jego wypowiedź poprzeplatana jest jękami namysłu. Czy zwraca się do innych z szacunkiem czy z pogardą. No i czujemy. Albo pot, czy smród wypalonych papierosów lub alkoholu albo perfumy. Czasami wszystkie niemal nasze zmysły (no bo raczej smak odpada, w fazie Visibility przynajmniej) są zaangażowane w poznanie drugiego człowieka, czasem tylko jeden ze zmysłów. Możemy kogoś słyszeć przez telefon, możemy widzieć z daleka, możemy też jedynie czuć.

C oznacza Ceredibility, czyli wiarygodność. Mówi się „nie oceniaj książki po okładce”. I choć pierwsze wrażenie pozwala nam wyrobić sobie opinię o człowieku, często zmieniamy ją. Jeśli dana osoba wielokrotnie, gdy ją spotykamy powtarza pierwsze wrażenie jakie wywołała, poprzez np. punktualność, dobry wygląd, wywiązywanie się z danego słowa itp., zaczyna być dla nas wiarygodna. Natomiast gdy potwierdza swoim zachowaniem i wyglądem złe pierwsze wrażenie, potwierdza swój brak wiarygodności. Gdy człowiek, który zrobił na nasz złe pierwsze wrażenie, przy następnych spotkaniach kilkukrotnie zrobi całkiem przeciwne, zyska w naszych oczach, stanie się wiarygodny. Gdy ktoś, kto zrobił dobre pierwsze wrażenie, zawiedzie nas kolejne razy, otrzyma łatkę niewiarygodnego.

I wreszcie P, oznaczające Profitability, czyli zyskowność, profitowość. Oczywiście w relacjach międzyludzkich trudno właściwie przetłumaczyć to słowo. Etap profitability oznacza, że ufamy danej osobie. Jesteśmy gotowi coś wspólnie z nią zrobić. Przeprowadzić jakiś wspólny projekt biznesowy, albo prywatny, np. spędzić razem Sylwestra. Śmiało można powiedzieć, że taka osoba aspiruje do naszej liczby Dunbara.

Krzywa zaufania

Zwróć uwagę, że etapy VCP możemy zapisać, czy raczej narysować w postaci krzywej zaufania. Najpierw poznajesz nową osobę i jesteście w etapie widoczności, następnie wraz z upływem czasu rośnie wasza wzajemna wiarygodność, by ostatecznie dojść do „zyskowności”. Ale, na tej krzywej można też spaść. Albo spektakularnie albo powoli, spokojnie. Spektakularny spadek na krzywej zaufania będzie miał miejsce gdy coś „zawalisz”. Komu z nas nie zdarzyło się z głupoty zawieść czyjegoś zaufania? Wygadać powierzoną nam tajemnicę, obiecać coś i nie dotrzymać słowa, itd.? W takich sytuacjach przeżywamy kryzys znajomości. Całe szczęście nie mają one miejsca często.

Groźniejsze z mojej perspektywy są spadki powolne. Wygaszanie się relacji, stygnięcie jej. Taki pełzający spadek pojawia się, gdy przestajemy dbać o relacje, gdy zapominamy o drugiej osobie. Przestajemy się spotykać, rozmawiać choćby przez telefon. A później żałujemy, że straciliśmy kontakt z przyjacielem z dawnych lat. Im dłużej tego kontaktu nie mamy, tym trudniej jest nam sięgnąć po telefon i wykonać pierwszy krok na drodze do ocieplenia ochłodzonej relacji.

Ludzie nie są ważni …

Jest taka piękna bajka Beatrix Potter pt. Krawiec z Gloucester. Opowiada o biednym krawcu, który dostał wielką szansę: miał uszyć płaszcz i kamizelkę dla burmistrza na specjalną okazję – ślub.  Materiału miał tylko tyle i aż tyle, aby je uszyć. Nie mógł się pomylić w nadziei  na poprawki. Nie miał też za dużo czasu, bo jedynie tydzień. Niestety pochorował się i połowę tego czasu spędził w łóżku. Przewidywał więc niedotrzymanie umowy i bankructwo. Pewnie tak by się stało gdyby nie to, że człowiek ten uratował życie myszom, które złapał w pułapkę kot. Myszy bardzo chciały się odwdzięczyć za jego łaskę i gdy chorował uszyły płaszcz i kamizelkę za niego. To go uratowało.

Nikt nie jest samotną wyspą. Każdemu potrzebni są inni ludzie. O jakości Twojego życia zdecyduje jakość ludzi, którymi się otaczasz. Zapamiętaj więc proszę to zdanie: ludzie nie są ważni … są najważniejsi!